Zamek na wygasłym wulkanie

Na Dolnym Śląsku, między Jaworem a Wleniem, rozciąga się region zwany Krainą Wygasłych Wulkanów.
Miliony lat temu rejon Pogórza Kaczawskiego, bo o nim mowa, był bardzo aktywny tektonicznie za sprawą setek czynnych wulkanów. Świadczą o tym charakterystyczne stożkowate wzgórza oraz wylewne skały wulkaniczne - melafiry, porfiry, bazanity. Rozlewająca się lawa utworzyła w niektórych miejscach grubą nawet na 100 metrów warstwę bazaltu, w innych zastygła w  skałach w postaci żył. 

  
  
  
Po wysokich niegdyś górach wulkanicznych, pozostały  malownicze wzgórza osiągające wysokość 400-500 metrów n.p.m. Pośród tych wzgórz o wdzięcznych nazwach: Wilcza Góra, Czartowska Skała, Ostrzyca Proboszczowicka, Grodziec, Trupień, Owczarek, Obłoga, Górzec, Łysanka, Oścień, Radogost, Kostrza, Dębina, wije się 85 kilometrowy Szlak Wygasłych Wulkanów wiodący od Legnickiego Pola przez Jawor, Wąwóz Myśliborski, Proboszczów i Grodziec do Złotoryi.
  
Na stromej, bazaltowej, powulkanicznej górze Grodziec, na wysokości 389 metrów n.p.m. w XIV wieku stanął zamek w miejscu istniejącego od ponad 200 lat drewnianego grodu. Do połowy XV wieku stanowił własność rycerskiego rodu Bożywojów.  
W 1470r. zamek kupił książę legnicki Fryderyk I, który przebudował go, dzięki czemu budowla uzyskała obecny układ przestrzenny. Kontynuujący dzieło ojca Fryderyk II, nadał zamkowi cechy gotycko-renesansowej rezydencji. Efekt tych prac był tak zachwycający, że zamek okrzyknięto Perłą Śląska. 
  
  
Podczas wojny 30-letniej w 1633r. zamek został zdobyty i zniszczony do tego stopnia, że zaniechano jego odbudowy a część obwarowań wysadzono.
W 1800r. ruinę wraz z przyległymi terenami nabył Jan Henryk VI von Hochberg z Książa i Mieroszowa, który po przeprowadzeniu prac konserwatorskich i rekonstrukcyjnych, udostępnił obiekt do zwiedzania. W XIX wiecznej Europie był to pierwszy zabytek specjalnie zaadaptowany na cele turystyczne. Nic dziwnego, że przyciągał tłumy.
  
  
  
W roku 1900 właścicielem dóbr stał się baron dr Willibald von Dirksen, który zlecił gruntowną odbudowę zamku najbardziej cenionemu wówczas architektowi i konserwatorowi Bodo Ebhardowi. Na uroczyste otwarcie obiektu w czerwcu 1908r. przyjechał sam cesarz Wilhelm II. Później zamek przekazano Śląskiemu Towarzystwu Miłośników Historii i Starożytnictwa na muzeum, restaurację i schronisko turystyczne.
  
  
  
Ostatnim przedwojennym właścicielem Grodźca (niem. Gröditzburg) aż do 1945r. był syn Willibalda - Herbert von Dirksen, niemiecki dyplomata, ambasador III Rzeszy w Moskwie, Tokio i Londynie, człowiek o szerokich kontaktach i znajomościach, członek NSDAP, do końca lojalny wobec Führera. 
Odwołany ze stanowiska po nieudanej misji w Londynie, lata wojenne spędzał w spokoju na Grodźcu, doglądając upraw buraków i kartofli. Tutaj wojny nie było. Dopiero w lutym 1945r. Rosjanie zajęli okolice a zamek stał się celem wypraw rabunkowych. Przedwojenne moskiewskie kontakty zaprocentowały - ambasador zagwarantował sobie spokój i nietykalność, aczkolwiek Rosjanie roztoczyli nad nim dyskretny areszt domowy. Niemcy zdawali sobie sprawę, że jeśli zdradzi, będzie cennym źródłem informacji dla Sowietów. Pod koniec lutego 1945r. wysłano do Grodźca specjalną grupę oficerów Abwehry, której zadaniem było zabić Dirksena na miejscu, jeśli nie zechce z nimi pójść. Ambasador nie miał wyjścia.
Rosjanie nie mogli uwierzyć, że wykradziono im Dirksena spod nosa. Na miejscu zabili starego zarządcę majątku i jego żonę, a pracujących w majątku robotników  - około 1800 osób, wywieziono na Syberię. Spalono działający w zamku hotel i restaurację. W pożarze ucierpiał też sam zamek, spłonęła znaczna część wyposażenia.
Częściowa odbudowa zamku została przeprowadzona po wojnie w latach 60. ubiegłego stulecia przez władze Złotoryji. 
Obecnie Grodziec jest dzierżawiony przez Zenona Bernackiego.
   
Grodziec jest najbardziej "filmowym" zamkiem na Dolnym Śląsku a może i w Polsce. Jego wnętrza upodobali sobie filmowcy z całej Europy. Kręcono tutaj m.in.  "Przyłbice i kaptury", "Wiedźmin", "Fanny Hill", "Kwiat Diabła", "Taras Bulba".
Na zamku organizowane są imprezy o zasięgu regionalnym i międzynarodowym:
Legnicko-Brzeski Turniej Rycerski o Srebrny Pierścień Kasztelana, Międzynarodowe Biesiady Zespołów Kresowych, Śląskie Święto Pieśni, Agroturystyczne Święto Wina i Miodu Pitnego oraz imprezy okolicznościowe jak Andrzejki czy Sylwester.
Zamek dysponuje miejscami noclegowymi oraz restauracją.
Grodziec odwiedziłyśmy podczas odbywającego się Święta Wina i Miodu Pitnego. Impreza promuje lokalne wyroby gastronomiczne (ser, wino, nalewki, miód) i lokalną kulturę i sztukę. Wśród wystawców nie zabrakło, dobrze znanych, przepięknych wyrobów ceramicznych z Bolesławca.
  
  
Informacje praktyczne:
Jak napisałam, zamek znajduje się na stromym wzgórzu. Wiedzie do niego wąska asfaltowa droga, dostępna dla aut. Podjazd jest dosyć trudny. Za budynkiem bramnym znajduje się obszerny parking.
Auto można również zostawić na parkingu przy kościele a drogę na zamek pokonać pieszo - około 15-30 minut spacerkiem pod górę w zależności od kondycji :-)
Wstęp biletowany 6 i 10 zł.
W kasie dostępne są bezpłatne ulotki z historią zamku i kalendarzem imprez.
Zwiedzanie z przewodnikiem w określonych dniach i godzinach, szczegóły tutaj.

Zwiedzanie samodzielne daje mnóstwo frajdy, zwłaszcza dzieciom. W zamku pełno jest zakamarków, wąskich, przejść i korytarzy, czasem słabo oświetlonych, krętych schodów na wieże, tarasów widokowych. Na każdym kroku czuć tu ducha historii. Ozdobne renesansowe detale nadają średniowiecznym murom elegancji, malowniczości i bajkowości. W tak pięknym zamku z wieżami o czerwonych dachach, musiała mieszkać niejedna księżniczka wielkiej urody :-) 
 
Kopalnią wiedzy o zamku jest książka Mariusza Olczaka "Grodziec. Zamek - kościół - pałac. Rys historyczny pewnej starej śląskiej warowni wraz z planem zamku", Oppidum, Warszawa 2008.

Pozdrawiają gorąco
niedoszłe księżniczki z Grodźca :-) 

Komentarze

  1. Teraz ostatecznie zachęciłaś mnie do odwiedzenia tego tajemniczego miejsca.
    Muszę tylko znaleźć chętnego z transportem ale to już nie problem.
    Wspaniale wyglądają mury oplecione winobluszczem przebarwionym. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne miejsca. Miałam okazję je zwiedzić. :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz